wtorek, 16 sierpnia 2011

O córce i matce

Była sobie pewna dziewczynka. Miała na imię Kornelia. Mieszkała w okolicy Poznania. Jej matka była rozwódką, a ojciec widywał się z nią raz w miesiącu. Pewnego dnia, gdy przyszła do domu mama krzyknęła: 
-Kornelia! Zejdź proszę! Mamy gościa!
Kiedy dziewczyna była na dole:
-To jest Marek- wskazała palcem na mężczyznę 
Mężczyzna kierując wzrok na dziewczynkę powiedział: 
-Twoja mama opowiadała mi o Tobie bardzodużo. Jesteś solidną i grzeczną dziewczynką, ale to już nie ma znaczenia bachorze, bo niedługo ten świat już się dla Ciebie skończy- szepnął.
Matka wróciła z łazienki i patrząc ze zdziwieniem na Marka i Kornelie patrzącego sobie w oczy rzekła: 
-A więc już się poznaliście! Kornelia, muszę Ci jeszcze coś powiedzieć... Ja i Marek zaręczyliśmy się... 
-Co?!- krzyknęła wściekła nastolatka
-Kochanie wiem, że ciężko Ci to zrozumieć, ale chociaż spróbuj!
-Nawet nie zamierzam! Czy Ty słyszałaś co on do mnie powiedział?
-Nie, ale na pewno coś miłego. Przypuszczam, że jesteś grzeczna, miła solidna, czyż nie tak, kochanie?
-Nie! Powiedział, że jestem bachorem i że umrę!
-Przestań wymyślać takie głupoty i obrażać go! Idź do pokoju i nie wychodź stamtąd, dopóki nie przeprosisz Marka!- powiedziała 
-To oznacza, że nigdy nie wyjdę!


Tej samej nocy miała koszmar. Śniło się jej, że leżąc w łóżku nagle widzi w drzwiach Marka, który idzie ją zabić siekierą. Nagle się obudziła i jej sen się ziścił. Marek celował w nią siekierą. Kornelia zaczęła uciekać w stronę  schodów i wołać o pomoc mamę. Matka wyszła na korytarz i nie mogła uwierzyć własnym oczom
-Marek, dla czego to robisz?
-Elu, nie rozumiesz? Po co nam dziecko? Przecież możemy być tylko we dwoje, razem. Nie potrzebny jest nam żaden bachor. 
-Jak możesz tak mówić?! Jesteś chory!- popchnęła go w kierunku schodów. Sturlał się na sam dół. Prawdopodobnie skręcił sobie kark, ponieważ kiedy dziewczyny zeszły na dół- był martwy. Lała mu się z buzi krew.

Wspólnie postanowiły zakopać jego zwłoki w ogródku i nigdy, ale to przenigdy nie wspominać na ten temat. Tydzień później, po ulewnych deszczach i spadkach temperatury, zaczęło się robić naprawdę ciepło. W miejscu, w którym zakopały ciało Marka, zaczęły rosnąć  czerwone róże z wielkimi kolcami. Zdawało się w nocy, że śpiewały: "Elu, jesteśmy dla siebie stworzeni". Pewnego dnia gdy obydwie wyszły na zakupy, róże zaczęły śpiewać: "Za kilka pełni księżyca wrócę tu moja najdroższa, a wtedy policzę się z tym przeklętym bachorem". I od tamtej pory już się nie odezwały, nawet w nocy. Czy to oznaka nowych kłopotów i powrotu Marka czy może po prostu był to wytwór wyobraźni Eli- śpiewające kwiaty? Dziwne...
  





2 komentarze:

Pisz szczerze :) Jeżeli się podoba- miło, napisz, natomiast jeżeli nie- wygarnij mi to :)